wtorek, 10 kwietnia 2012

Żelazna Dama i Chciwość

Dwie mikrorecenzje z obejrzanych filmów:

Foto
Żelazna Dama czyli nuda. Film niepotrzebne posiekany chronologicznie, za bardzo koncentruje się na demencji staruszki, za mało na jej przekonaniach i działalności politycznej. 
No i samą staruszkę mógłby grać ktoś inny niż Meryl - przy tak grubej masce, twarz była sztuczna, nieruchoma. Oryginalna Żelazna Dama jest ciekawsza.
Chciwość (Margin Call); Film z 2011 r. Wyreżyserował go Chandor, dla którego był to debiut - dla mnie zaskakujące jest, że debiutant skolekcjonował tylu świetnych aktorów. Wystarczy wymienić parę nazwisk: Jeremy Irons (jeden z moich faworytów), Kevin Spacey, Demi Moor czy  Simon Baker (znany z serialu Mentalista). Pozostałe nazwiska mniej znane, ale bez jakiejkowiek wpadki (sami dobrzy aktorzy).


Film dość nietypowy. Piękne zdjęcia i znakomita  obsada spowodowała, że czas nie był zmarnowany. Ogląda się go z przyjemnością, czuję jednak zdecydowany niedosyt.
W filmie napięcie rośnie na samym początku i utrzymuje się do końca na umiarkowanym poziomie, bez ostatecznego wybuchu - oczekiwałam na akcję sypania się rynku, paniki na giełdzie itp.. Zobaczyłam natomiast tylko analizę podejmowanych przez ludzi wyborów. Wyborów dość oczywistych - każdy ratuje własną skórę, wiedząc, że skrzywdzą tym krokiem innych ludzi. Można to nazwać egoizmem czy chciwością, albo zwykłą ludzką naturą. Do historii film niestety nie przejdzie, ale skłania do myślenia.